Wulkany
Na Lanzarote znajduje się wiele wulkanów. Właściwie to jest tu wydzielony, potężny obszar pokryty kraterami i mniej lub bardziej skruszałą lawą. W tym miejscu utworzono coś na kształt parku narodowego. I tam właśnie wyruszyliśmy któregoś pięknego dnia - do Parque Nacional de Timanfaya.
Do wulkanów można dostać się w dwojaki sposób: albo samochodem, albo na wielbłądach. Żadna z możliwości jednak nie zezwala na poruszanie się tam bez przewodnika - może to i lepiej, chociaż oszczędza się starym kraterom kolorowego graffiti :). My pojechaliśmy naszym Kaloszkiem. Punkt wjazdowy pilnie strzeżony jest przez rzeźbę mojego ukochanego diabełka z Timanfaya. Stąd wyznaczoną trasą musieliśmy udać się do parkingu zorganizowanym na tzw. Islote de Hilario. Kolejka samochodów oczywiście przeogromna, nawet na miejsce parkingowe trzeba było poczekać, ale czego nie robi się dla wulkanów?
W końcu wysiedliśmy i nieco oszołomieni poszliśmy się rozejrzeć. Okazało się, że po terenie parku można poruszać się jedynie specjalnymi autobusikami. Udało nam się załapać na drugi z nich. I ruszyliśmy..
Cała wycieczka trwała ok. godziny. W tym czasie objechaliśmy naprawdę niezły kawał terenu pokrytego wulkanami, morzem lawy, zaglądaliśmy do kraterów, oglądaliśmy korytarze, na ścianach których widoczne było jak płynęła kiedyś tu lawa.Towarzyszyły nam objaśnienia prezentowane w różnych językach, które znacznie przybliżyły nam sposób powstania tej ogromnej lawowej powierzchni. Jedynym minusem był brak możliwości pospacerowania sobie po tych górkach i dolinkach, no i zrobienia ładnego zdjęcia z wulkanami. Pomijając tę drobną niedogodność mogę tylko powiedzieć, że było Fascynująco!
A do tego zabawnie
Wyobraźcie sobie cały autokar turystów. Co jakiś czas, w ważniejszych punktach autokar ten zatrzymuje się. I nagle - wszyscy rzucają się z aparatami w kierunku okien i prześcigają w pstrykaniu fotek. Następnie siadają grzecznie i ruszamy dalej. Kolejny przystanek i to samo: rzut do okna, pstrykanie, flashe, siadamy, jedziemy. Hehe rewelacja
Żałuję, że nie nagrałam filmiku z tej akcji, zrobiłby furrorę na you tube
Wycieczka zakończyła się oczywiście na tym samym parkingu, z którego ruszyliśmy. I to oczywiście nie był koniec atrakcji, ale o tym w następnym poście

Wulkany w Parque Nacional de Timanfaya







